Menu

Panie, kup pan kota!

Perypetie hodowcy kotów rasowych. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób oraz sytuacji jest... hmmm... przypadkowe?

5. Gdy postanowisz kupić kota do hodowli

yenna_m

Kiedy postanowisz już otworzyć hodowlę, czas kupić kota do hodowli.

Świeżak nie ma łatwo. W tym świecie wszyscy mają mniejszą lub większą paranoję. I niestety - świeżak pada ofiarą tej zbiorowej paranoi.

Aby kupić kota hodowlanego, musisz przejść przez dość ostry casting. Ale też tutaj nie ma reguły. Bo są tacy, którzy kota hodowlanego sprzedadzą byle komu i byle gdzie. Aby tylko portfel był pełen. Potem zwykle mają i nowego hodowcę, i los swojego kota w dupie.

Ale też nie ma reguły. Świat hodowlany nauczył mnie, że tu jest jedna reguła: mianowicie reguł i określonych, przewidywalnych wzorców zachowań brak.

Jeśli trafisz na hodowcę bardziej zaangażowanego albo hodowcę z dużym wskaźnikiem paranoi, węszącym, że o jego kota potencjalnie ubiega się właśnie potencjalny pseudohodowca albo człowiek, który został podstawiony przed konkurencję (by wywiedzieć się, czy i po ile ten hodowca sprzedaje koty), przejdziesz jeszcze ostrzejszy casting. I gdy tylko temu hodowcy coś minimalnie nie zagra - spławi cię on z siłą i szybkością wodospadu, jak corega tabs. Casting na właściciela kota hodowlanego u takiego człowieka bywa o wiele cięższy niż casting na aktora grającego główną rolę w hollywoodzkim bestsellerze. Zostaniesz więc dokładnie prześwietlony i zasypany milionem pytań. Bo staranie się o kota to poważna sprawa.

Tak, dobrze czytacie. Jeśli chcesz kupić kota do hodowli, musisz zacząć STARAĆ SIĘ o kota do hodowli u danego hodowcy. Polega to na totalnym włażeniu w dupę i nie ma niestety innej drogi. Nie wejdziesz w dupę - nikt poważny ci tego kota nie sprzeda. Nie ma szans.

O co może zapytać cię taki hodowca w ramach castingu na właściciela kota hodowlanego z jego przydomkiem? Na pewno zapyta o warunki mieszkaniowe, o stan majątkowy, stan rodzinny, czasem nawet plany hodowlane.

Gdy pisałam o kota hodowlanego, za każdym razem grzecznie klękałam na kolana i z nabożnością pisałam mail do hodowcy kociaka. Poza standardowymi regułkami wynikającymi z zasad dobrego wychowania oraz ze świadomości, że to ja jestem tą osobą proszącą o kota, zamieszczałam, prawie jak w błagalnym podaniu do urzędu, wszystkie informacje na swój temat. Począwszy od tego, gdzie mieszkam, jak duże mam mieszkanie, ile mam pokoi, jak wygląda sprawa zabezpieczenia okien i balkonu, jakie mam koty i z jakich hodowli (podawałam wręcz linki do zdjęć i rodowodów kotów), po informacje w rodzaju: ile mam dzieci i w jakim wieku, że mam psa, jaki zawód wykonuję oraz wykonuje mój mąż, jakie mam plany hodowlane i jakie mam podejście do kwestii rozrodu kotów (czyli częstotliwość miotów, środki zaradcze w przypadku konieczności np zaradzenia znaczeniu przez kocura terenu oraz zapobiegnięcia nieplanowanemu miotowi). W zasadzie zawsze uzyskiwałam odpowiedź pozytywną.

Raz miałam taką sytuację, że hodowczyni poprosiła mnie o wykonanie zdjęć całego mojego mieszkania. Oraz poinformowała mnie, że abym uzyskała od niej kota, najpierw to ja muszę przyjechać do niej na rozmowę, aby poznać ją i całą jej rodzinę oraz jej koty i kocięta, a potem to ona przyjedzie do mnie, aby sprawdzić na żywo warunki, w jakich zamieszkiwać będzie jej kot. Wszystko byłoby pięknie i ładnie, gdyby rzecz nie dotyczyła kota, który mieszkał w hodowli na zachodzie Niemiec, tuż przy granicy z Holandią. Wysłałam więc jej zdjęcia całego mojego mieszkania a potem... odmówiłam kota. Poczułam się urażona aż takim brakiem zaufania oraz przeraziły mnie koszty związane z tyloma podróżami odbytymi tylko po to, aby tego kota odebrać (jak mniemam, hodowczyni koszt swojego przyjazdu do mnie też radośnie doliczyłaby do ceny kota).

Nigdy nie miałam problemu z tym, aby lecieć osobiście po kota (pomimo, że transport kota normalnymi liniami lotniczymi, bo tylko takie linie przewożą zwierzęta na pokładzie samolotu, nie jest tani) albo jechać do hodowcy z innego kraju obejrzeć kota (lub też ugościć tego hodowcę u mnie) pod jednym warunkiem - że było to na tyle blisko, że nie wymagało to kilkunastogodzinnej podróży samochodem w jedną stronę lub też lotu samolotem. Samolotami nie latam. Boję się i źle znoszę taką podróż. Samolotem leciałam w sumie dwa razy w życiu. Oczywiście po koty.

Kot hodowlany kosztuje majątek. Jeśli do ceny kota (która waha się od 800 do kilku tysięcy euro w zależności od rasy kota i od widzimisię hodowcy kota) doliczyć koszty transportu tego kota, czasem też koszt hotelu, wyżywienia, prezentów dla hodowcy itp wydatki, to robi się z tego całkiem ładny pieniądz. W Polsce ten kot kosztuje zwykle mniej. Ale ja bym w życiu z Polski nie kupiła kota. Bo zawiść między polskimi hodowcami jest taka, że w życiu nie chciałabym wchodzić w polskie hodowlane bagienko.

Nadal chcesz hodować koty? Jeśli tak, to tak jak ja - jesteś masochistą.

© Panie, kup pan kota!
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci